Rodzina naznaczona cierpieniem. Matka siedzi w więzieniu, dziadek o mały włos nie spalił wnucząt

Autor: Redakcja portalu iPolska24.pl, x-news.pl foto x-news
REKLAMA
REKLAMA

- Najtrudniejsze jest dla mnie to, że dzieci nie mają swoich dziadków i babć. Jeden dziadek nie żyje, drugi siedzi, podobnie jak babcia – mówi pani Paulina. Jej matka odsiaduje wyrok za udział w zabójstwie ojca, a teść został skazany za podpalenie domu, w którym mieszkała z mężem i szóstką dzieci.

Cztery lata temu w Opolu zamordowano emerytowanego policjanta. Mężczyzna osierocił córkę i dwóch synów. Za udział w zbrodni skazano jego żonę i jej kochanka.

Barbara i Jarosław C. byli małżeństwem prawie 30 lat. Mężczyzna był policjantem w wydziale kryminalnym. Małżeństwo wychowywało trójkę dzieci.

- Z domu wyprowadziłam się niedługo po 18-tych urodzinach. Miałam konflikt z matką, nie dogadywałyśmy się. Była bardzo wymagająca, zawsze musiała postawić na swoim. Tak, jak stałam, tak pewnego dnia wyszłam i nigdy nie wróciłam – wspomina Paulina Sładek.

Kiedy emerytowany policjant zaginął i rozpoczęto jego poszukiwania wiadomo było już, że pomiędzy małżonkami dochodziło do awantur i rękoczynów.

- Najgorzej było w ostatnich latach. Zdarzało się, że musiałem przyjeżdżać i interweniować. Często pili alkohol, dochodziło do kłótni i rękoczynów – opowiada starszy syn Jarosław.

- Radziłam tacie, żeby się rozwiedli. Skoro nie umieli się porozumieć, nie było sensu by dalej ze sobą być – dodaje córka Paulina.

Po kilku dniach poszukiwań, zawinięte w dywan ciało zaginionego Jarosława C. odkryto w bloku, w którym mieszkał. Odnalazł je brat ofiary.

- Wyczułem specyficzną woń rozkładających się zwłok. Zwłoki brata zostały znalezione w piwnicy – mówi.

Mężczyzna zginął od ciosów nożem. Policjanci szybko ustalili sprawcę zabójstwa. Był nim sąsiad ofiary. Okazało się, że żona zamordowanego miała z nim romans. Mężczyzna przyznał się do winy i wyjaśnił, że do zbrodni namówiła go pani Barbara twierdząc, że mąż się nad nią znęca. Kiedy mężczyzna spał, to ona wpuściła zabójcę do mieszkania. Sąd wydając wyrok uznał, że kobieta manipulowała młodszym kochankiem, chcąc pozbyć się męża.

- Naszym zdaniem ona planowała to zabójstwo tygodnie, a może i miesiące przed tym dniem. Tworzyła legendę, że jest prześladowana przez męża, który się nad nią znęca. Manipulowała sprawcą mówiąc, że była w ciąży, którą straciła na skutek pobicia – mówił sędzia Zbigniew Harupa w uzasadnieniu cytowanym przez Radio Opole.

Kobietę i mężczyznę skazano na 25 lat więzienia. Obydwoje odbywają prawomocne już wyroki.

- Odwiedziłem ją w areszcie, zaraz po jej przesłuchaniu. Ciężkie to było spotkanie. Wiele pytań, żalu, emocji. To dla nas wszystkich był ciężki moment. Ja chciałem w tym trudnym czasie być z kimś bliskim, czyli z mamą – wspomina syn.

Skazana kobieta kwestionuje orzeczenie. Odwołała się do Sądu Najwyższego.

- Tworzyliśmy wspaniałą rodzinę. Z moim mężem byłam w związku 31 lat. Były dobre i gorsze chwile, jak w każdym małżeństwie. To jest wielki splot różnych okoliczności i wydarzeń. Nie chcę o tym dużo opowiadać, bo mogłoby to kogoś dotknąć, a nie chcę nikogo krzywdzić – powiedziała w rozmowie telefonicznej.

Wychowująca piątkę dzieci, córka skazanej, adoptowała młodszego brata Tymona, zostając jego rodziną zastępczą.

- Matka widzi teraz, ile straciła i myślę, że żałuje. Przede wszystkim tej więzi ze swoim synem. Podczas pierwszego widzenia, po ośmiu miesiącach, widziałam, że zabolało ją, że Tymon mówi do mnie mamo, a do mojego męża tato.

Pani Paulina razem z mężem i szóstką dzieci zamieszkała z teściami. W domu dochodziło do awantur, spowodowanych długami i alkoholizmem teścia pani Pauliny. Kiedy mężczyźnie zagrożono przymusowym leczeniem, ten pod nieobecność syna podpalił dom, w którym mieszkała synowa wraz z wnukami.

Rodzina miała szczęście. W pożarze nikomu nic się nie stało. Szybka interwencja straży pożarnej oraz pomoc sąsiadów zapobiegły olbrzymiej tragedii. Teść Pani Pauliny trafił do aresztu śledczego, ale jej bliscy zostali bez dachu nad głową. Obecnie zbierają pieniądze na nowy dom

- Po pożarze, razem z młodszymi dziećmi byliśmy u rodziny, która nas przygarnęła. Starsze dzieci mieszkały u swoich kolegów i koleżanek z klasy – opowiada pani Paulina i dodaje: Najtrudniejsze jest dla mnie to, że dzieci nie mają swoich dziadków i babć. Jeden dziadek nie żyje, drugi siedzi, podobnie jak babcia. Rodzina zebrała już 50 tysięcy złotych na nowy dom. To połowa potrzebnej kwoty.

- Wybaczyłam, bo czułam, że tak trzeba. Nie można żyć nienawiścią – kończy pani Paulina.

REKLAMA
Komentarz został wysłany. Dziękujemy!
 Błąd: {{error}}
{{ comment.disabled == 1 ? '[Treść usunięta przez Administratora]' : comment.content}}
{{ comment.author}}, {{ comment.createdDate}}
{{comment.error}}
  • 1

Najpopularniejsze

Ruch drogowy

REKLAMA
REKLAMA